Dream Gaj — miejsce, w którym człowiek przypomina sobie siebie

Są miejsca, które buduje się z drewna.
I są takie, które buduje się z tęsknoty. Dream Gaj należy do tych drugich.

Kiedy siedzę dziś w mongolskiej jurcie pośród sosen i brzóz, słuchając ptaków i szumu drzew, mam wrażenie, że wracam do czegoś bardzo starego. Nie do miejsca na mapie, ale do stanu istnienia, który współczesny świat niemal nam odebrał.

Do prostoty. Do ciszy. Do obecności. Tutaj czas płynie inaczej. Nie według powiadomień, terminów i pośpiechu, ale według światła, zapachu lasu i śpiewu ptaków o świcie.

Coraz mocniej wiem, że człowiek nie został stworzony do życia w nieustannym przebodźcowaniu. Dusza potrzebuje przestrzeni. Potrzebuje drzew, nieba, ognia i chwil, w których nic nie trzeba udowadniać.

Dream Gaj nie jest ucieczką od świata.
Jest powrotem do środka siebie.

I jest jeszcze coś czego absolutnie nie mogę pominąć. Jest jeszcze coś, o czym długo nikomu nie mówiłam. Bo właśnie to jest sercem całej historii Dream Gaju.

Chcę teraz powiedzieć o tym, że to miejsce nie tylko jest „wybrane”. Ono jest odnalezione. Wyśnione. Jakby czekało na mnie całe życie. I to jest tak niezwykłe, że aż trudno uwierzyć… 

To miejsce śniło mi się, naprawdę. To był ten rodzaj wybudzonego w nocy snu, który przenika na wskroś i nie znika. Wiele lat temu, kiedy studiowałam matematykę w Krakowie śniła mi się droga prowadząca na górę. Po obu stronach były pola pełne pól uprawnych, czułam spokój, widziałam zwyczajność ale też kolory maków, kąkoli, chabrów. A sam szczyt wtapiał się w błękit nieba tak delikatnie, jakby niebo i ziemia były jednym. W tym śnie byłam obserwatorem (z perspektywy lotu), przemieszczałam się w stronę góry z poczuciem, że czeka tam coś ważnego. Coś mojego.

Ale obudziłam się, zanim dotarłam do szczytu. Nie zobaczyłam, co było dalej. A potem przez całe życie — świadomie lub nie — szukałam tego miejsca.

Co niezwykłe, moja leśniczówka z dzieciństwa również znajdowała się w Hucisku, choć w województwie przemyskim. Jakby ta nazwa od początku prowadziła mnie przez życie niewidzialną nitką. 

I dopiero dziś rozumiem, że tamten sen nie był przypadkiem. Był zapowiedzią. Przeczuciem. Magią miejsca, które czekało na mnie przez lata.

Kiedy dziś wjeżdżam do mojego Huciska na Jurze i patrzę na wzgórza wtapiające się w niebo, czuję coś trudnego do opisania. Jakby jakaś dawna część mnie odnalazła drogę do domu.

Może dlatego Dream Gaj od początku wydawał mi się znajomy. Jakby istniał we mnie dużo wcześniej, zanim pojawił się naprawdę.

Może właśnie dlatego tak bardzo chciałam stworzyć to miejsce także dla Hani. Żeby jej dzieciństwo, mimo wszystkich życiowych braków, miało w sobie naturę, światło i poczucie zakorzenienia. Żeby mogła pamiętać zapach lasu po deszczu, bose stopy na drewnianym podeście i niebo pełne gwiazd.

A kiedyś… może stanie się to także kotwicą dla Justynki. Miejscem stałym pośród zmiennego świata. Przestrzenią, do której zawsze można wrócić — nawet wtedy, gdy życie poniesie daleko.

Bo każdy człowiek potrzebuje swojego Dream Gaju. Miejsca, które przypomina mu, kim jest, zanim świat nada mu wszystkie role.

🎥 Zajrzyj do Dream Gaju i zobacz klimatyczną rolkę z wnętrza jurty, lasu i jurajskiej natury: 

https://youtube.com/shorts/7SXBFOG_BNs?is=FXqnfwSZ1Ba9jlXQ