Hania i Czarek, strażnik snów
Przedstawiam ostatnią z cyklu 7. z bajek dla Hani: Hania i 🐕 Czarek, strażnik snów. To będzie cicha bajka na noc, taka, która nie boli — tylko pilnuje:
Kiedy zapadał wieczór, a świat robił się miękki i cichy, Czarek zawsze wiedział, że to pora snów.
Był psem, który potrafił słuchać ciszy.
Nie szczekał na gwiazdy i nie gonił księżyca. Po prostu kładł się tam, gdzie trzeba było pilnować.
A najważniejsze miejsce było przy snach Hani.
Gdy Hania zasypiała, Czarek wstawał bardzo cicho, tak, żeby nikt go nie usłyszał. Przechodził przez drzwi, które są tylko dla wiernych psów, i siadał obok jej łóżka — już po tej drugiej stronie snu.
— Jestem — mówił bez słów. Bo psy nie muszą mówić, żeby być zrozumiane.
Czarek pilnował, żeby sny były dobre.
Żeby nie potykały się o strach. Żeby miały miękkie kolory i spokojny oddech.
Jeśli jakiś sen robił się zbyt głośny,
Czarek kładł przy nim łapę i sen od razu cichł.
Jeśli Hania w śnie szukała kogoś bliskiego, Czarek szedł pierwszy
i machał ogonem, pokazując drogę.
Czasem Hania śmiała się przez sen.
Czasem wzdychała. Wtedy Czarek podchodził bliżej i mówił najważniejsze psie słowa świata:
„Jestem. Nic złego się nie stanie.”
Rano, kiedy Hania się budziła,
Czarka nie było widać. Ale pod kołdrą zostawało ciepło. Takie, które mówi: byłaś pilnowana.
Bo niektóre psy nie odchodzą. One tylko zmieniają sposób czuwania.
I każdej nocy, gdy Hania zamykała oczy, Czarek już był na swoim miejscu.
Pilnował snów.
Zawsze.


